Opowieści dziwnej treści z herbatką w tle
RSS
wtorek, 18 października 2005
HERBACIANE GUSŁA

Ciemno za oknem, pochmurno. Krople deszczu jakby nie chciały spływają po kanciastych dachach , zimno jakos takoś. Dzisiaj więc z racji takiej a nie innej paplastej pogody proponuje dosc dziwny jednakże ciekawy dla niektórych temat.

Wrózenie z herbacianych fusów. Tym co wierzą polecam tym których zwyczajnie to nie interesuje wielkie pardon.

Filiżanki używane do  wróżenia powinny być szersze u góry i zwężać się ku   dołowi. Wewnętrzna powierzchnia powinna być biała, pozbawiona dekoracji. Herbata powinna mieć jak    największe liście. Herbatę powinna pić osoba, której wróżba będzie dotyczyć. Powinna zostawić tyle płynu, żeby można było fusy zakręcić w filiżance. Następnie   bierzemy filiżankę za uszko lewą ręka i kręcimy nią trzy   razy zgodnie z ruchem wskazówek zegara, upewniając się,   że pozostały w niej płyn dochodzi aż do brzegów filiżanki. Następnie stawiamy filiżankę do góry dnem na  spodku i liczymy do siedmiu czekając aż obcieknie. 
Podnosimy filiżankę trzymając za uszko wewnętrzną częścią skierowaną ku sobie i rozpoczynamy wróżenie. Uszko filiżanki reprezentuje osobę, której wróżymy. Wzory w pobliżu uszka oznaczają coś  bliskiego domu danej osoby. Wzory ułożone w kierunku uszka, symbolizują coś nadchodzącego: w kierunku przeciwnym, coś odchodzącego. 
Jako wskażnik czasu przyjmujemy układ w pionie na ściankach filiżanki: zdarzenia z terażniejszości lubnajbliższej przyszłości pokazane są na górze, a 
dawniejsze bliżej dna. Samo dno uważa się za miejsce  złowróżbne. Nie wolno interpretować znaków osobno. 
Odczyt musi zawierać obraz całościowy, a nie tylko lużne elementy. Również bierzemy pod uwagę rozmiar, proporcje,   wzajemny układ i wyrazistość symboli. Ich ogólny obraz   jest bardzo ważny.
                       

10:54, wyborca2
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 17 października 2005
HERBACIANY LENIUCH

Musicie mi wybaczy ale ogarnęła mnie jakaś podstępna, wstrętna i niepojeta "leniowatośc". Miejmy nadzieje , że chwilowa. Właśnie zacząłem zbierac interesujące Was nowinki ze świata herbacianego królestwa więc napewno już jutro uda mi się rozpocząc nowy wątek.

A propos nowego bloga o sushi obiecuję zając się tym tematem już wkrótce.Materiału mam od groma ale od życzliwej mi koleżanki mam obiecany piękny i oryginalny szablonik.

13:16, wyborca2
Link Komentarze (2) »
środa, 05 października 2005
NOCNE ZBIORY

Na poczatęk ponownie zadaję kochanym czytelnikom pytanie dotyczące tematu sushi. Chcecie abym podjął temat na zupełnie nowym blogu czy połączył go z herbacianymi fusami.

                      TAK NA TYM BLOGU                     NIE !!! ODDZIELNY BLOG

A terza wracamy do herbatkowych korzeni. Dzisiejsza notka dotyczy sposobu i czasu zbierania tego cudownego wynalazku danego nam przez mamuśkę naturę. Najbardziej aromatyczna herbata to ta zrywana jeszcze przed wschodem słońca. Liście herbaty zawierają enzymy odpowiedzialne za utlenianie polifenoli, czyli za tak zwaną fermentację herbaty. Zerwanie liści uaktywnia procesy fermentacyjne, które zmieniają smak, kolor i skład chemiczny rośliny. Zniszczeniu ulega znaczna część polifenoli i utlenia się witamina C. Pełna fermentacja prowadzi do uzyskania herbaty czarnej. By zapobiec zniszczeniu cennych składników i uzyskać herbatę zieloną, świeżo zebrane liście, przez 30-45 sekund, poddaje się działaniu gorącej pary wodnej lub poddaje działaniu wysokich temperatur w specjalnych, rozgrzanych konwiach. Potem się je roluje (by usunąć nadmiar wilgoci) i suszy w strumieniu ciepłego powietrza. Na koniec liście się wypala, co poprawia ich aromat i umożliwia dłuższe przechowywanie. Na końcu tnie się je na równe kawałki.
Historia zielonej herbaty liczy sobie kilka tysięcy lat. Pierwszy zapis dotyczący jej leczniczych właściwości pochodzi z 2737 roku p.n.e. Początkowo była pita tylko w celach leczniczych. Dopiero od VII wieku zaczęto spożywać ją dla walorów smakowych. Ceremoniał przyrządzania i podawania herbaty był w Azji przez lata doskonalony i stał się sztuką. Do Europy herbatę przywieźli w XVI wieku portugalscy żeglarze. Obecnie uprawia się ją w ponad 30 krajach świata, głównie w Chinach, Japonii, Sri Lance, Indiach. Najbardziej efektywne jest spożywanie czterech, siedmiu albo i więcej filiżanek dość mocnej, świeżo zaparzonej herbaty. Wygodniejsze w użyciu mogą się okazać dostępne w aptekach kapsułki ze standaryzowanym ekstraktem z zielonej herbaty (jedna kapsułka zawiera tyle polifenoli, co około siedem filiżanek świeżo zaparzonej herbaty). Są one jednak dość drogie.

11:39, wyborca2
Link Komentarze (7) »
piątek, 30 września 2005
POLSKIE FUSY - ODSŁONA KOŃCOWA

Przyszedł czas na ostatnią częśc polskiej historii herbacianej. Jeszcze raz chciałbym podziękowac choc nie osobiście autorowi artykułu Kordianowi Tarasiewiczowi, który ukazał się w magazynie historycznym "Mówią wieki". Wielki kawał roboty dzięki któremu polskie drogi herbacianych fusów zostały nam przyblizone w sposób jak najbardziej przystępny a co najważniejsze ciekawy.

Przy okazji pardon za brak kreseczek na "c" ale mam nową klawiature która za byka nie potrafi sobie z tym problemem poradzic.

Okres międzywojenny stanowił wiek srebrny kultury herbacianej na ziemiach polskich. Mimo trudnych pierwszych lat niepodległości oraz wielkiego kryzysu branża osiągnęła stabilizację. Jakość handlu, estetyka opakowań, sklepów i herbaciarni, a także stosunki pracownicze stały na wysokim poziomie. W dużej mierze było to zasługą współpracy w projektowaniu opakowań i reklam znakomitych plastyków. Miała też herbata swoich wpływowych admiratorów. Jak wiadomo, do namiętnych jej wielbicieli należał marszałek Józef Piłsudski spożywający codziennie wiele filiżanek mocnego naparu. Jego żona Jadwiga często organizowała w Belwederze dla współpracowników Komendanta skromne herbatki. Teinistyczne eksperymenty prowadził Stanisław Ignacy Witkiewicz. W Narkotykach (1931) pisał: "Herbata [...] ma jeszcze [...] olejki lotne, które działają specyficznie. Daje ona więcej "natchnienia" i w pracy umysłowej, i w rysunku, gdzie powoduje też większą koordynację oka z ręką".

Wrzesień 1939 roku oraz okupacja Polski przez Niemcy i ZSRR zadały branży herbacianej dotkliwy cios. Obok zniszczeń towarów, utraty składów i sklepów przyniosły one niekorzystne zmiany organizacyjno-własnościowe. Na terenach zajętych przez Związek Radziecki stopniowo upaństwowiono zasoby, punkty sprzedaży i gastronomię. Z kolei Niemcy już po kilku tygodniach okupacji objęli sekwestrem zapasy herbaty, kawy i kakao, wprowadzając ich reglamentację po cenach urzędowych. W tych warunkach, wobec blokady handlowej Trzeciej Rzeszy, herbaty zaczęło wkrótce brakować. Próbowano ją zastąpić rozmaitymi namiastkami, np. herbatami ziołowymi i owocowymi.

Do nielegalnego obrotu trafiały także znajdujące się w prywatnych rękach niewielkie zasoby oryginalnej używki. Podczas okupacji herbaciarnie, kawiarnie i cukiernie stawały się miejscem zarobku ludzi, którzy utracili możliwości wykonywania swych zawodów (np. aktorów, sportowców). Lokale gastronomiczne były ważnymi ośrodkami działalności konspiracyjnej - punktami kontaktowymi polityków i żołnierzy państwa podziemnego, miejscami przechowywania i kolportażu nielegalnej prasy itp.

W Polsce Ludowej władze początkowo tolerowały istnienie prywatnych firm, które zdołały odrodzić się po wojennej pożodze, zniszczeniach materialnych i przesiedleniach ludności. Przez pewien czas działały też mieszczące się nieraz w ruinach herbaciarnie. Jednak już w 1947 roku wraz z przyjęciem kursu na upaństwowienie całości gospodarki rozpoczęła się tzw. bitwa o handel, która zniszczyła też prywatny obrót herbatą. Od tej pory import przejęły przedsiębiorstwa państwowe. Zakupy zagraniczne prowadziły centrale handlu zagranicznego Dalspo, Rolimpex i Agros. Dystrybucja leżała w gestii monopolistów: Przedsiębiorstwa Obrotu Surowcami i Towarami Importowanymi (POSTI) oraz Przedsiębiorstwa Hurtu Spożywczego. Na mniejszą skalę sprzedaż herbaty prowadziły tzw. przedsiębiorstwa eksportu wewnętrznego, jak Pekao, Pewex i Baltona, które za dewizy i bony towarowe oferowały produkty zagraniczne.

Wejście Polski w skład bloku komunistycznego spowodowało reorientację więzi handlowych, lecz dla branży herbacianej nie miało to zbyt wielkiego znaczenia. Stało się tak, ponieważ główni eksporterzy herbaty - Chiny oraz Indie - zajmowali stanowisko przychylne PRL. Zresztą i sam Związek Radziecki dysponował plantacjami herbaty (Kaukaz!). Dlatego prócz okresów nasilania się niedoborów - jak np. kryzysowe dla aprowizacji lata 1981-1983 - podaż była na ogół wystarczająca. Wiele do życzenia pozostawiała natomiast jakość. Brakowało herbat gatunków lepszych i luksusowych, a estetyka opakowań zwykle grzeszyła siermiężnością.

Dziś możemy obserwować powolny renesans szlachetnej używki. Powstają sklepy i hurtownie specjalizujące się w obrocie herbatą, można wybierać w przedmiotach służących do jej picia. Chciałoby się też częściej spotykać zaciszne lokale, gdzie moźna wypić filiżankę orientalnego napoju.

11:00, wyborca2
Link Dodaj komentarz »
środa, 28 września 2005
HERBACIANA WOJNA

Dziś przedostatnia notka o polskich losach herbacianych fusów. Ciekawy jestem czym popijają swoje zwycięstwo Kaczory a w czym swe smutki topi Jan Maryja. Swoją drogą ciemnośc widzę obserwując kombimowanie przez Kaczorów ze stanowiskiem premiera. Ale to polityka a tu się o tym mówic nie powinno. Aha - mam do Was ogromne pytanko. Chciałbym zając się tematem SUSHI  ( tradycja, czym to jeśc, jak przygotowywac, gdzie kupic produkty itp, itd ). Podpowiedżcie - sushi ma wkroczyc do herbatkowego świata czy założyc zupełnie nowego blogaska. Dzięki - historii częśc IV.

Pierwsza wojna światowa, przesunięcia frontów, niedobory towarów kolonialnych w skutych okowami blokady Niemczech i Austro-Węgrzech uderzyły w rynek herbaciany. Niewielkie ilości herbaty, jakie pozostały w składach, objęto reglamentacją. Towarzyszyła temu wielka zwyżka cen. Handlowcy zawiesili lub zredukowali działalność, przechodząc częściowo na obrót namiastkami, jakimi stały się rozmaite zioła. Istotną rolę w nim odgrywały sklepy organizowane przez władze lokalne czy spółdzielnie pracownicze tworzone w fabrykach.

W Drugiej Rzeczypospolitej stawka potentatów zmieniła się. Z rynku wypadły firmy rosyjskie, które w 1915 roku ewakuowały się z ziem polskich, a po przejęciu władzy przez bolszewików zostały w większości zlikwidowane. Te, które ocalały i działały na emigracji, utworzyły przyczółki w Wolnym Mieście Gdańsku lub spolonizowały się.

Zapoczątkowany jesienią 1929 roku wielki kryzys gospodarczy dał o sobie znać także w branży herbacianej. Na pogorszenie koniunktury wpłynęły pokryzysowe utrudnienia w handlu światowym. Przejawiły się one np. w dążeniu władz państwowych do ograniczania importu, wobec braku dewiz i utrzymującego się w obrotach z wieloma krajami deficytu handlowego i płatniczego. Pewne znaczenie miało też znaczne obniżenie poziomu życia konsumentów w niebogatym przecież kraju. By wspólnie stawić czoło nowym warunkom, przedsiębiorstwa handlujące herbatą powołały specjalne instytucje: Zrzeszenie Importerów Kawy i Herbaty RP oraz Kompanię Handlu Zamorskiego.

Wychodziło to naprzeciw postulatom rządu. W marcu 1939 roku międzyresortowa Rada Handlu Zagranicznego zwołała tzw. konferencję importową. W jej trakcie, obok problemu zakupu surowców, nieco miejsca poświęcono importowi używek. Przyjęto wtedy m.in. zasadę dokonywania zakupów w większych partiach, z ominięciem pośrednictwa giełd i kupców zachodnioeuropejskich, tj. wprost w krajach eksportujących herbatę. Pozwalało to oczekiwać niebagatelnych, rzędu kilkunastu procent, oszczędności. Dodatkowo władze liczyły na nawiązanie w ten sposób nowych kontaktów handlowych i ulokowanie na egzotycznych rynkach polskich wyrobów przemysłowych.

14:23, wyborca2
Link Komentarze (1) »
czwartek, 22 września 2005
HISTORII CZĘŚĆ TRZECIA

Historii ciąg dalszy , czyli III część o herbatce na przełomie wieków w Rzeczpospolitej Polskiej.

Pojawienie się reklam herbaty było objawem zakorzenienia się około połowy wieku nawyku jej picia. W tym czasie weszło w zwyczaj podawanie herbaty gościom, przeważnie zaraz po ich przybyciu. Wedle szacunków Tadeusza Sobczaka w latach 1875-1911 na ziemiach Królestwa Polskiego jej spożycie na mieszkańca wzrosło z 40 do 160 g rocznie, tj. o 300 proc. W tym samym czasie konsumpcja w Rosji była dwa razy, a w Holandii aż cztery razy większa. Wzrostu spożycia trudno nie skojarzyć ze znaczącym potanieniem cukru wraz z upowszechnieniem się jego produkcji z buraków cukrowych.

W drugiej połowie XIX wieku tanie dotąd herbatki wybiły się na samodzielny rodzaj przyjęć. W poradnikach bon-tonu zalecano organizować je w określone dni, jeśli możliwe - za pisemnymi zaproszeniami. Obowiązywał strój obiadowy lub koncertowy. W Galicji wypadało przyjść między siódmą a ósmą, a na ziemiach Kongresówki o wpół do dziesiątej. Przyjęcie kończyło się przed północą. Wydana w 1903 roku w Krakowie książeczka Zwyczaje towarzyskie głosiła: "Herbatę podaje się między dziesiątą i jedenastą na rozmaite sposoby [...]. W ścisłym jednak - zachodnim, czyli francuskim - znaczeniu tego wyrazu, herbatę powinno się podawać w salonie, wtedy bowiem sprawia najmniej utrudnienia i kłopotu, staje się pożywieniem ultratowarzyskim, nie zmusza do poruszania się z miejsca [...]. W Polsce samą herbatę z sucharkami i ciastami podaje się bardzo rzadko, chyba w domach, w których po dziś dzień utrzymuje się zwyczaj podwieczorku [...]. Najczęściej, wraz z chińskim napojem [...] ukazują się na stołach zimne mięsa, wędliny, drób, pasztety, sery itp."

Herbata stała się w tym czasie także napitkiem warstw niższych. Podczas ostrych zim organizacje dobroczynne rozdawały ubogim darmową gorącą herbatę z rumem i kawałkiem chleba. W trudnym wojennym roku 1917 w 21 warszawskich herbaciarniach wydano np. potrzebującym aż 41 mln porcji słodzonej herbaty, tj. ponad 112 tys. dziennie.

Na początku XX wieku na ziemiach polskich herbata zdobyła znaczną przewagę nad kawą. Sprzedawana w paczkach lub na wagę, nadawała się do natychmiastowego użytku. Tymczasem jej rywalka wymagała wielu zabiegów, bowiem do początku lat osiemdziesiątych sprzedawano ją u nas w postaci surowej. Trzeba więc było palić ją w domu, co nastręczało kłopotów, lub po prostu iść do kawiarni. Wynika z tego charakterystyczna dla naszego kraju rzadkość występowania herbaciarni w porównaniu z kawiarniami. Herbaty można się było napić częściej w cukierniach czy - w zaborze rosyjskim - traktierniach. Efektem rywalizacji obu używek okazało się także zawłaszczenie przez kawę nazwy przybytku, w którym można się napić herbaty.

Wpływ rosyjskiego rytu kultury herbacianej widoczny był też w zmianie sposobu spożycia. Prawdopodobnie dlatego niemal wyłącznie dotychczas konsumowana herbata zielona została stopniowo wyparta przez rozmaite odmiany herbaty czarnej (fermentowanej). W Rosji herbatę czarną pito mocno słodzoną, dodając do niej z czasem plasterek cytryny. Moda owa przeniknęła stopniowo na ziemie polskie i ugruntowała się, obejmując w wyniku przesiedleń po drugiej wojnie światowej cały kraj. Praktycznie zanikł natomiast zwyczaj wzmacniania herbaty rumem czy, niemal dziś niespotykanym, arakiem. Stosunkowo rzadko pije się też herbatę z mlekiem, zwaną w XIX wieku angielską, a w bliższych nam czasach bawarką, serwowaną niegdyś dzieciom w przedszkolach. Herbacianą ofensywę ze Wschodu przetrwała jednak polska nazwa napitku, utrzymując się też na Litwie (arbata), lecz już nie na Łotwie czy w Estonii. We wszystkich innych językach słowiańskich herbatę określa słowo czaj. Tymczasem wedle przepisu z lat międzywojennych czaj miał być... lekką herbatą z arakiem z dodatkiem cząstki pomarańczy.

Przejmowanie rosyjskich zwyczajów zaowocowało też zmianą akcesoriów używanych do picia herbaty. Obok filiżanek z porcelany i fajansu napój zaczęto serwować w szklankach, często umieszczanych w metalowych (czasem srebrnych) uchwytach, by uniknąć poparzenia palców. Do herbaty podawano też konfitury

albo - wśród niższych warstw społecznych - pito ją, trzymając w ustach kawałek cukru, co Rosjanie zwali "pit' na prikusku". Dlatego też na stole nakrytym do herbaty pojawiły się cukiernice, szczypce do brył cukru oraz łyżeczki.

Osobny rozdział stanowiły samowary. Te ekspresy do herbaty opalane węglem drzewnym zagościły na ziemiach polskich pod koniec pierwszej połowy XIX wieku, czyli kilkanaście lat po narodzinach. Najsłynniejsze wytwórnie samowarów znajdowały się w Tule i w Moskwie. Urządzenia te upowszechniły się na tzw. ziemiach zabranych i w Królestwie Polskim.

Często spotykano je także w polskich domach, lecz na Pomorzu, w Wielkopolsce czy w Galicji występowały znacznie rzadziej. Pod panowaniem pruskim i austriackim herbatę parzono bowiem przeważnie jak dawniej - w imbrykach. Epokę samowarów, trwającą w naszym kraju jeszcze w latach Drugiej Rzeczypospolitej, przerwała druga wojna światowa.

Herbatę na ziemie polskie sprowadzali początkowo kupcy, którzy obracali także innymi towarami: artykułami żelaznymi, chemicznymi, cementem czy meblami. Z czasem jednak polski rynek zdominowały firmy specjalizujące się w handlu herbatą. Od 1857 roku rozpoczęła się ekspansja firm rosyjskich, spośród których najbardziejznane było przedsiębiorstwo Nikołaja Szumilina. Polskie firmy pojawiły się nieco później.

09:29, wyborca2
Link Komentarze (5) »
środa, 14 września 2005
HISTORYCZNIE DO PRZODU

Dziś skończymy na roku 1855, czyli historii "polskiej czarki" część II.

Sytuacja zaczęła się zmieniać z początkiem XIX wieku. Ponieważ większość terytorium Rzeczypospolitej dostała się pod panowanie Rosji, także stamtąd zaczęły docierać nad Wisłę wzorce kulinarne. Krzewili je urzędnicy, wojskowi i rodziny zaborców. W dworach i pałacach na wystawnych przyjęciach pojawiły się bufety z "herbatą i cukrami". Lecz jeszcze w latach dwudziestych do Królestwa Polskiego wwożono przypuszczalnie około dziesięciokrotnie mniej herbaty (zapewne przy nieco wyższej cenie) niż jej konkurentki kawy. Podejmowanie gości herbatkami odbierane było przy tym nieraz jako przejaw skąpstwa. Mimo to herbata pojawiała się i na poczęstunkach ślubnych, u mniej zamożnych zastępując węgrzyna i szampana. W 1830 roku w warszawskim pałacu Stanisława Kostki Zamoyskiego herbata wydana na sto osób kosztowała 740 zł i 8 gr. Obiad kosztowałby cztery razy więcej.

Nastanie nowej, porozbiorowej rzeczywistości spowodowało zmianę tras importu herbaty. O ile do tej pory sprowadzano ją przede wszystkim morzem z Indii via Anglia i Holandia, o tyle od początku zaborów coraz większe znaczenie zaczął zyskiwać import z Chin - często lądowy, właśnie przez terytorium Rosji, od czego pochodziła nazwa "herbata karawanowa". Proces ten zaznaczył się zwłaszcza od lat trzydziestych XIX stulecia. Wilnianin Stanisław Jundziłł zapisał w poradniku Botanika stosowana, czyli wiadomości o właściwościach i życiu roślin (1799): "handel rosyjski dostarczy nam herbaty chińskiej lądem, która niepomiernie lepsza jest od tej, co na okrętach przychodzi". Wynikało to z nieodpowiednich warunków transportu morskiego, powodujących zawilgocenie cennego ładunku, a także czasu podróży do Polski. Radykalną zmianę przyniosło dopiero ukończenie w 1869 roku budowy Kanału Sueskiego, co wydatnie skróciło szlaki przewozowe i pozwoliło firmom z Londynu, Amsterdamu, Rotterdamu i Hamburga nawiązać skuteczną rywalizację z kupcami rosyjskimi. Galicja zaopatrywała się przez porty niemieckie, a od 1882 roku głównie przez austriackie.

Zmiana nastawienia do herbaty znalazła odbicie w literaturze. Duchowny, urzędnik i literat z Nowogródczyzny Placyd Jankowski w dziełku Chaos (1843) stwierdził: "Herbata wyraża najlepiej myśl naszego wieku. Jest coś omdlałego, blado-żółto-zielonkawego [chodzi o herbatę zieloną]; półsłodkiego, eterycznego! [...] jest to jednym słowem poezja nowoczesna! Ileż wyższości od nudnej, klasycznej kawy! Z kolei w Ogólnym rysie Encyklopedii dla płci żeńskiej Karola Milewskiego (1840) czytamy: Ileż w nowych czasach nie powstawano przeciwko używaniu herbaty, jednakże herbata zniewoliła do milczenia swoich przeciwników a wielbiciele przygotowali jej triumf we wszystkich salonach, tak dalece, że dziś żadne porządniejsze zgromadzenie bez niej obejść się nie może". W Obrazach litewskich Ignacego Chodźki (1855) znajdziemy nowelę Samowar, w której padają słowa: "Ach, samowary, papuniu, samowar, czaj, wszak to wszędzie piją herbatę z rana i wieczorem nawet, a my tylko jedni lipowym kwiatem i dziewanną dusić się musimy; papa, dalibóg musisz kupić samowar!"

15:21, wyborca2
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 13 września 2005
POLSKA HERBATĄ PŁYNĄCA

Dziś trochę historii. Czyli o tym jak Polska traktowała herbatę a herbata zapragnęła potraktować polaków. Historii część I ( na podstawie badań Kordiana Tarasiewicza ), okres od 1755 do 1789 ).

Od połowy XVIII stulecia liczba wzmianek na temat nowych napojów, w tym herbaty, narasta lawinowo. W słynnych Nowych Atenach albo Akademii wszelkiej sciencji pełnej... (1755) ks. Benedykt Chmielowski głosił: "The, którą u nas Herba The zowią, jest Drzewo Japońskie, Chińskie [...]. Posadziwszy go, aż do lat 3 wypuszcza z siebie listki, które w Maju i Kwietniu zbierają, kiedy najbardziej soczyste i żółte. [...] Skutki tego ziela: że głowy letkość sprawuje, grube humory tłumi, żołądek posila, od kamienia prezerwuje i nań leczy, głowy ból uśmierza, torsje uspokaja i ociężałość oddala, krew zastanawia, na wrzody leczy". Z kolei Marcin Matuszewicz zanotował w tymże roku w diariuszu: "Przed sejmikiem wszyscy urzędnicy województwa do stancji mojej [przyszli] dla zabawienia nas, gdzie jedni wódkę gdańską, a drudzy herbatę pili. Na ową zamienność zwracał uwagę autor anonimowego listu do redakcji krzewiącego oświeceniowe mody "Monitora" w 1774 roku: Na toć Monitor mocno piórem wali; Byśmy w opilstwie bardzo nie wierzgali; Ale się wzięli do kawy, do czaje; Jeśli mieć chcemy dobre obyczaje".

Lecz z drugiej strony pisarz i szambelan Stanisława Augusta Poniatowskiego Stanisław Trembecki zaliczał herbatę do produktów bardzo podejrzanych obok... krwi bydlęcej, kawioru, ikry, łososi, sera, zsiadłego mleka, słodkich jabłek, żab, węży, ślimaków i wina! Nie był w tym odosobniony. Znakomity botanik ks. Krzysztof Kluk w Dykcjonarzu roślinnym (1786) stwierdził: "gdyby Chiny wszystkie swoje trucizny przesłały, nie mogłyby nam tyle zaszkodzić, ile swoją herbatą. Może to być, że w jakim przypadku jest użyteczna, ale częste użycie owej ciepłej wody osłabia nerwy i naczynia do strawienia służące". Konkludował zaś: "Dzieciom i młodym osobom zawsze szkodliwa". Były to przejawy charakterystycznej dla ówczesnych Polaków nieufności względem chińskiego napoju, traktowanego głównie jako zioło lub zgoła lekarstwo.

W tej sytuacji herbata przegrywała z kawą wyścig do łask konsumentów. Jak wspominał Jędrzej Kitowicz: "herbatę, jako sprawującą suchoty i oziębiającą żołądek, wcale zarzucono: policzono ją w liczbę lekarstw przeciw gorączce i do wypłukania gardła po ejekcjach [wymiotach], mianowicie z gwałtownego pijaństwa pochodzących". Koresponduje z tym wyznanie księcia poetów bp. Ignacego Krasickiego, zresztą tłumacza chińskiego traktatu o herbacie cesarza Kien-Longa: "W południe się budzę, cięży głowa jak ołów, krztuszę się i nudzę [mam nudności], jejmość radzi herbatę, lecz to trunek mdlący".

Opinia ta utrzymywała się jeszcze niekiedy w następnym stuleciu. Henryk Rzewuski w Listopadzie (1848) pisał o zażywaniu herbaty "tak tęgiej, że ją można było zrazu wziąć za wino królewskie [...] tylko po wielkim przepiciu i to dwie szczypty z szafranem zmieszanej, rozgotowane w trzech kwartach [ok. 3 l] wody".

Szambelan ostatniego króla Jan Duklan Ochocki odnotował, że choć w stolicy "podówczas już były herbaty tańcujące [przyjęcia taneczne] i dawano ten napój na wieczorach, na prowincji ledwie tego ziółka w chorobach zażywano. Zaś u prymasa Michała Poniatowskiego na tak zwanych Cosette [pogawędkach] co piątek od godziny dziewiątej do jedenastej trwających, na które mnóstwo osób, osobliwie dam się zjeżdżało [...] oprócz herbaty dawano lody, cukry i wina, które więcej miały amatorów od chińskiego napoju". Wydaje się że był to w dużej mierze efekt nieumiejętności przyrządzania smacznego napoju oraz dominacji herbaty zielonej, pijanej powszechnie na Wyspach Brytyjskich, lecz u nas do dziś znacznie mniej popularnej. Import herbaty utrzymywał się na niewielkim poziomie, np. w latach 1751-1789 jej przywóz do Gdańska spadł o 30 proc., do 40 tys. funtów rocznie. W tym czasie import kawy przez ten port wzrósł trzy-czterokrotnie. Jednym z powodów owego stanu była znacznie większa popularność w Prusach tego drugiego napitku.

14:21, wyborca2
Link Komentarze (1) »
środa, 07 września 2005
HERBATKĄ W RAKA

Środa znowu o tematyce medycznej. Posłużę się dzisiaj opublikowanymi w piśmie "BMC Dermatology" , wynikami z których wynika iż picie herbaty, zwłaszcza z cytryną, może chronić przed rakiem skóry.

Badania dotyczące uwarunkowań raka przeprowadzono w Arizonie. Mieszkańcy tego słonecznego stanu są szczególnie narażeni na raka skóry - od 3 do 7 razy bardziej niż inni Amerykanie. Tym ważniejsze jest zapobieganie chorobie. Iman A. Hakim i Robin B. Harris z University of Arizona College of Public Health przebadali 450 osób, z których połowa przebyła raka kolczystokomórkowego skóry.

Zbadano ich tryb życia, zwracając uwagę m. in. na picie herbaty z cytryną. Badania wykazały, że osoby, u których rozwinął się rak skóry, piły znacznie mniej czarnej herbaty, niż te, które pozostały zdrowe. Co więcej, dodatek skórki cytryny zwiększał ochronne działanie herbaty.

Wyniki powinny być oczywiście potwierdzone przez inne badania, jednak wydaje się, że możliwe będzie opracowanie skuteczniejszych niż zwykła herbata środków profilaktycznych. Mówi się o korzystnym działaniu zawartych w czarnej herbacie teoflawin oraz witaminie C, kwasie foliowym i pektynie cytryny, zwłaszcza zaś o korzystnych substancjach w skórce cytrusów (D-limonen, hesoerydyna, naringina, aurapten). W USA rak skóry jest dużym problemem - co roku odnotowuje się ponad milion zachorowań.

Oczywiście dobrą profilaktyka jest unikanie wystawiania się bez potrzeby na ostre słońce, używanie kremów ochronnych, a także odzież - im ciemniejsza, tym zwykle więcej zatrzymuje ultrafioletu. W USA pojawił się niedawno środek impregnujący do odzieży, który zwiększa ochronę przed słońcem.

12:03, wyborca2
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 29 sierpnia 2005
WYGRAĆ Z POTWOREM 20 WIEKU

Idąc za lekturą BBC Jej Królewskiej Mości wspomnieć dziś muszę o nadziei jaką przynoszą najnowsze badania japońskich naukowców. Twierdzą oni iż związek chemiczny zawarty w zielonej herbacie może stać się podstawą leków nowej generacji przeciw wirusowi HIV.

 Z publikacji w piśmie "Journal of Allergy and Clinical Immunology" wynika, że substancja z grupy polifenoli o nazwie galusan epigalokatechiny (epigallocatechin gallate - EGCG) może zapobiegać przenikaniu wirusa HIV do zdrowych komórek odpornościowych i tym samym zahamować rozwój choroby.   Już wcześniej wskazywano na dobroczynny wpływ tego związku chemicznego. Ma on działanie antyalergiczne, pomaga w chorobach nowotworowych i układu krążenia.   Zielona herbata jest uważana za jedno z najlepszych źródeł EGCG.   Naukowcy z Uniwersytetu Tokijskiego zaobserwowali, że EGCG powstrzymuje wirusa HIV przed wnikaniem do komórek układu odpornościowego za pośrednictwem białka CD4, które jest białkiem błonowym tych komórek.   Badacze podkreślają jednak, że zwykłe picie zielonej herbaty nie chroni przed HIV. Po prostu stężenie EGCG podczas badań było wielokrotnie wyższe niż w zielonym napoju.   Naukowcy podkreślają, ze niezbędne są dalsze badania, by odkrycie mogło doprowadzić do powstania nowego leku dla zarażonych wirusem HIV.

Trzymam kciuki, tymbardziej, że zawsze twierdziłem iż zielona herbatka jest dobra na wszystko!!!

16:47, wyborca2
Link Komentarze (2) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9